Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
20 postów 112 komentarzy

Fatamorgan

Fatamorgan - zszywam me słowa - bez znieczulenia

Czwarty wymiar Smoleńska

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Sobota, to szczególny dzień tygodnia dla pewnej tradycji. Rozłączeni, oddzieleni oceanem, rozmawiamy z sobą w ten dzień zazwyczaj przez telefon. Wypełniając pewien stały element, wieloletniego rodzinnego rytuału.

   Zawsze tak było, niezmiennie - już od wielu lat. Od czasu, kiedy wrócił na stałe do Polski. Jedyne co się zmieniło, to że Jego - już wśród rozmówców po tamtej stronie nie ma. Od ponad 6 lat - nie uczestniczy już w tym naszym rytuale.

Nawyk przetrwał, zmieniony okolicznościami i trwa niezmiennie. Będąc elementem pamięci. Jego pamięci, co trwa i będzie na zawsze świadomie trwała w nas. Zakończywszy wczoraj późnym wieczorem kolejną sobotnią rozmowę telefoniczną z Polską, uświadomiłem sobie po raz kolejny,że ujawnienie i odkrycie Smoleńska, wbrew pozorom, nie posunęło się wymiernie do przodu. Tematem rozmowy jak zwykle - był Smoleńsk.

Tak bardzo się starałem, aby wyjść choćby na moment z tego zaklętego od lat kręgu tematycznego. Iście diabelskiego kręgu, stworzonego nieludzkim mordem, dokonanym po raz kolejny z udziałem Rosjan - na tej przeklętej - nieludzkiej dla Polaków ziemi. Który to już raz, nie sposób było zmienić tematu. Kiedy i czy - nadejdzie dla nas czas, kiedy będziemy mogli z sobą porozmawiać przez chwile tak "normalnie". Tak pogawędzić sobie o czymś innym. Czymś mniej istotnym, niechby i błahym, byłoby wspaniale. Czy dane nam będzie, aby znów móc żartować i śmiać się? Tak beztrosko, tak jak bywało dawniej. Choćby i krótko, choć przez chwilę o koszmarze Smoleńska zapomnieć.

Płonne pragnienie, prostego marzenia, w zderzeniu z trwającym bólem - znowu się nam nie udało odejść od tematu Smoleńska. Nie potrafimy już o niczym innym rozmawiać. Ona nie chce - może chcąc - po prostu nie może. Wybiera niezmiennie, zatapiać siebie i mnie w otchłaniach wspomnień. Tych wypowiedzianych już setki razy słów, sentencji, tworzących ciąg opowiadań o Nim. Tak trudno jest Jej czasem zaczerpnąć tchu i utrzymać normalne tempo oddechu, kiedy opowiadając o Nim - zagłębia się i zatapia w otchłaniach oceanu wspomnień i bólu. Prawo wdowy, powiedziała kiedyś moja żona. Powiedziała tak 6 lat temu. Od tego momentu minęły lata, a wdowa pozostaje w swym bólu niezmienną. Prawo wdowy, prawo do bólu, jakże różne posiada zakresy czasu.

Ponad 6 lat minęło, a Ona znowu - tak bardzo i długo płakała. Potem był czas na nowości - odczytała powoli pismo o planowanych ekshumacjach jakie dostała. Momentami chaotycznie czytała, pomijając z jakiegoś tylko Jej znanego powodu, kolejność poszczególnych zdań. Dusząc się i łkając to pismo odczytała. Mam już tego wszystkiego po prostu dość nagle powiedziała.

Nie tylko o tym wczoraj mówiła. Chciała i wyżaliła się z wszystkiego raz jeszcze. Ponownie opowiadając wszystkie bolesne szczegóły. Szczególnie o tym, jak potraktowano ich w Rosji wtedy kiedy było Jej najtrudniej. Jak traktowano rodziny ofiar potem, już po powrocie do kraju. Nie oszczędziła sobie szczegółów, dotyczących tego wszystkiego - co jest teraz.

Koszmar, powolnych szczegółowych rozważań wszystkiego - od samego początku, do chwili obecnej. Wie, że nie będę przerywał. Posiada świadomość, że jak zawsze - pozwolę wyżalić się Jej do końca. Który to już raz, słyszałem od niej te słowa. Który to już raz, opowiadała o tym - jak widzieli się po raz ostatni. Szukając ukojenia bólu, znowu poprosiła cicho, abym opowiedział moją z Nim ostatnią rozmowę. Wsłuchując się w moją relacje, przerywała jednak, prosząc, abym powtórzył niektóre Jego słowa. Bo każde jest tak ważne, powiedziała.

Potem, jak w zamkniętej pętli czasu, powrót do tego - jak bardzo się kochali, jak im było dobrze o tym - jaką tworzyli rodzinę. Tak, tak, pamiętam, tak było - potwierdzałem jak zawsze każde jej słowo. Wiedząc, że chce usłyszeć po raz kolejny, że byli stworzeni dla siebie.

Zaskoczyła mnie zupełnie w pewnym momencie, mówiąc nagle o tym, jak ciężka staje się atmosfera w jej domu. Nigdy wcześniej o tym nie mówiła. Powiedziała, że dzieci za szybko dorastają. Wiesz, internet robi swoje, powiedziała zmienionym głosem, w którym brzmiała rozpacz i przerażenie. Dzieciom coraz bardziej brakuje Ojca, a ja nie mogę im pomóc - powiedziała.

Zaraz potem, wpadła prawie w histerie. Byłem zupełnie bezradnym. Co powinienem mówić, jak się zachować, jakich używać jeszcze argumentów. Ten koszmar trwa już tak długo. To musi się kiedyś przecież skończyć. Niespodziewanie poprosiła - abym im pomógł. Jak jednak mógłbym, nie powiedziała.

Potem mówiła takie rzeczy, że serce od jej słów się tylko łamało. Opowiedziała mi o tym, jak stali dzień wcześniej - modląc się przy grobie, który być może, nawet nie jest grobem jej męża - ich ojca. Kiedy doszła do momentu, kiedy Jej syn zapytał w pewnej chwili głośno, czy warto - aby się tu modlili, wiedziałem instynktownie, że szczyt bólu został właśnie osiągnięty. Poprosiłem, abyśmy zakończyli rozmowę, tłumacząc się tym, że zrobiło się już późno. Nie oponowała zupełnie. Kilka pospiesznie wypowiedzianych słów pożegnania i zakończenie kolejnej naszej rozmowy.

Nie ostatniej naszej rozmowy o Smoleńsku. To jedno - jedynie jest pewnym.

KOMENTARZE

  • Ciekawe?
    Ciekawi mnie ,co za bezduszna qrwa postawiła jedynkę? Poziom zbydlęcenia w"tym kraju"osiągnął nieboskłonu.
    Pozdrawiam i przepraszam za emocje.
  • @Cheval Noir 13:31:34
    Pisząc na portalu umożliwiającym ocenianie automatycznie wystawiamy się na ocenianie, czyli narażamy się na jedynki. ERgo: Trzeba tę minimalną gruboskórność mieć. Dla mnie wyrażenie "1" (jakkolwiek absolutnie niezrozumiałe tutaj - notka subiektywna, ale na poziomie) jest jednak dopuszczalną formą wyrażenia oceny, bardziej cywilizowaną, niż chevala rzucanie qrwami.
  • @Cheval Noir 13:31:34
    Każdy ma prawo do swojej oceny.
    Konflikt w postrzeganiu Smoleńska - zatem i tego zdarzenia "ocenach" - wynika zapewne z różnych systemów wartości....
    Nie pozostaje nic innego, jak pogodzić się z tym.

    Dziękuję za komentarz, pozdrawiam.
  • @Fatamorgan 16:20:14
    5 dla przywrócenia proporcji.
  • @maharaja 14:08:47
    "(...)ERgo: Trzeba tę minimalną gruboskórność mieć.(...)"

    Zdecydownie tak.
    Przywdziewając pancerz gruboskórny - łatwiej jest chronić
    się przed zranieniem.
    Dobry posób, aby wiele przetrwać.

    Dziękuję i pozdrawiam
  • @dlaczego ja 16:23:57
    Dziękuję!
    Średnia ocena to 4.4 (7 głosów)
    Notka zatem bardzo wysoką ocenę dostała.

    Pozdrawiam
  • Nie jestem pewna.
    Przypuszczam jednak, że ocena 1* miała związek z tym oto stwierdzeniem:
    "Tak bardzo się starałem, aby wyjść choćby na moment z tego zaklętego od lat kręgu tematycznego. Iście diabelskiego kręgu, stworzonego nieludzkim mordem, dokonanym po raz kolejny z udziałem Rosjan - na tej przeklętej - nieludzkiej dla Polaków ziemi."
  • @AgnieszkaS 21:23:39
    Pani przypuszczenia są słuszne lub nie.
    Tego jednak, raczej - się nie dowiemy.
    Tak przypuszczam. Powód jest bardzo prosty.
    Trudno w tym moim stwierdzeniu:

    "(...)diabelskiego kręgu, stworzonego nieludzkim mordem, dokonanym po raz kolejny z udziałem Rosjan - na tej przeklętej - nieludzkiej dla Polaków ziemi.(...)"

    - znaleźć jakąś logiczną niespójność.

    Czyż nie jest to prawda?
  • @Fatamorgan 22:45:00
    "Trudno w tym moim stwierdzeniu(...)znaleźć jakąś logiczną niespójność."

    Tak. Z punktu widzenia logiki polskiego języka syntaktyka jest bez zarzutu.
  • @autor
    Dla pewnej części ludzi mojego pokolenia (40-50 lat obecnie, niewykluczone że i młodsi, i starsi także) 10.04 to cezura, szok.
    Wyciągnięcie z matrixa - lepszego porównania nie mam. Scena z Andersonem wpadającym do zimnej wody, w której spływają z niego resztki kisielu, jest najlepszą, jaką nakręciła kinematografia ostatniego ćwierćwiecza.

    To właśnie dola, która spotkała myślącego polskiego inteligenta po 10.04.

    W JAKIM ŚWIECIE JA, K...., ŻYJĘ???

    Bolesne uświadomienie sobie, że żyjemy w matrixie, świecie nieprawdziwym, świecie luster, odbić, złudzeń, przekłamania, nie wiedząc, co się dzieje tak naprawdę dzieje.

    Coś takiego nie miało prawa się zdarzyć.

    Dla Europy Zachodniej czymś takim był, niewykluczone, 17.7.2014. Ale i tak szok mniejszy, bo to nikt z VIP-ów.

    My, naród, których elity tak dotknięte były hekatombą II w. św. (wrzesień 39 i emigracja, potem Palmiry, Katyń, potem niezgoda na ciągłość państwową - wyrzucenie Mikołajczyka, proces moskiewski itd.) nagle doznały po 70 latach bolesnego dejavu.

    Nikt normalny nie przechodzi nad czymś takim do porządku dziennego.
    Normalny człowiek (przy założeniu, że owszem, katastrofy się zdarzają) chce odpowiedzi: kto zawinił? Chce faktów....

    Tak naprawdę nie miał prawa zdarzyć się także Mirosławiec, ale ponieważ to było na naszym terytorium i tylko my, Polacy, byliśmy za to odpowiedzialni, a nie zginął nikt spektakularny (żadna z osobistości znanych zwykłemu Nowakowi), a jedynie jakaś anonimowa "wierchuszka wojska polskiego", naród jakoś to łyknął. Ot, wspólna popijawa, wspólne śpiewy, rozwożenie znajomków - wspólna katastrofa.

    Naród zdziwił się, ale łyknął. Zdarza się. Lot wojskowy, dość liczny, ale jednak do zaakceptowania.

    96 ofiar to coś, co nie miało prawa się zdarzyć.
    GDZIE BYŁA SB??????

    Wiadomo - 99% społeczeństwa jakoś to sobie racjonalizuje (pod przykrywką skrywanej polewki z PIS-oszołomów) - tak czyni zwykle świecka lewica - lub pod znakiem cierpiętniczego krzyża (taki już tragiczny los polskiego uciemiężonego narodu w Europie) - klasyczna reakcja tradycyjnego katolika.

    Ale ten 1% elit zapamięta. Uświadomi sobie. Zrozumie.
    A jeśli nie zrozumie, to postawi sobie pytanie.
    A trafne pytanie zalążkiem dotarcia do prawdy.
  • o psychologicznej potrzebie dotarcia do prawdy
    "Nie potrafimy już o niczym innym rozmawiać."

    I to jest najgorsze - to uwikłanie w temat. Z powodu tego, że prawda pozostaje zakryta.

    Psychologicznie "sprawstwo" i szukanie winnych po 10.04 przypominają mi fabułę jednego westernu, który oglądałem swego czasu w młodości, opowiadający o gorączce złota na Alasce. Fabuła była mniej więcej taka: (mogłem coś poprzekręcać).

    Protagonista (poszukiwacz złota, mąż, ojciec dwóch córek, który szukał szczęścia w Klondike) po rocznej pracy i tuż przed powrotem do domu, wziął z "depozytu u szeryfa" całkiem pokaźną garść znalezionego złota schował swój urobek ("skarb") w jakiejś małej jaskini czy jamie skalnej i swoim własnym ciałem zabarykadował na noc wejście do niej. Rano miał opuścić Alaskę, koń już czekał, wszystko do podróży było przygotowane.

    Czarny charakter (zadłużony zięć szeryfa) dowiedział się przypadkiem o zabraniu depozytu, zresztą od samego szeryfa, i postanowił ten skarb poszukiwaczowi zabrać. Zabiwszy go (ten przeżył, ale czarny charakter o tym nie wie) i zrzuciwszy ciało z wierzchołka do górskiego potoku, wszedł do jamy, przekopuje ją, zresztą zostawiając tam mnóstwo swoich rzeczy osobistych, wskazujących na jego sprawstwo, ale złota tam nie odnajduje. Zabiera jego konia, siodło i rzeczy osobiste.

    Ranny (cudem przeżył) po rocznej rekonwalescencji u Indian udaje się najpierw do stanowej policji i składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Następnie wraca i podejmuje znalezisko, skądinąd schowane w dwóch miejscach. Osoba sprawcy jest stanowej policji jednoznacznie znana. Pytanie postawione w śledztwie do rozstrzygnięcia nie jest, kto zabił (chciał zabić), tylko czy to szeryf powiedział krewkiemu kuzynowi o pobraniu depozytu w zamiarze (dolus eventualis) nakłonienia go do kradzieży, czy też czy szeryf odpowiada jedynie za wyjawienie czegoś, czego wyjawić nie powinien (depozyty u szeryfa i fakt ich pobrania obłożone są nakazem milczenia, jak Stany długie i szerokie).

    Śledztwo morderstwa i kradzieży zostało powierzone - komu? - ano szeryfowi. Gdy ten odkrywa jednoznaczne dowody na to, że sprawcą niedoszłego morderstwa jest jego zięć (skądinąd siedzący w kiciu za inne sprawki, więc nie ma sensu informowanie prowadzącego śledztwo szeryfa o wszystkim), zaczyna mataczyć. Nie dlatego, że chce chronić zięcia (i tak już od roku nie żyje z jego córką), tylko dlatego, że chce uniknąć podejrzeń, że celowo go do tego nakłonił. I zaczyna popełniać błąd za błędem.... A stanowa policja to wszystko widzi.

    Szeryf jako jedyny znał miejsce faktycznego ukrycia "większej części skarbu". Poszukiwacz powiedział o tym szeryfowi na wypadek, gdyby nie zdołał przedrzeć się przez kanadyjski las i gdyby mu się coś stało, z prośbą o "zaopatrzenie rodziny" poszukiwacza po jego śmierci. Nie była to jama, przed której wejściem położył się poszukiwacz, lecz zupełnie inne miejsce.

    Widz do samego końca nie wie, jakie są zamiary"szeryfa", tzn. czy chce on podjąć złoto i zabrać sobie (w przekonaniu szeryfa jego właściciel nie żyje), czy też przekazać je rodzinie tego, który zginął z rąk jego zięcia. I to jest w tym westernie najbardziej fascynujące... ta gra dwuznaczności. Zresztą w samym szeryfie chyba od samego początku do końca toczy się walka zła z dobrem.

    W końcu jednak szeryf odnajduje "tombak" (ale to nie ma znaczenia) i przekazuje go rodzinie zmarłego. Tombak służy tylko weryfikacji zamiarów szeryfa. Jeśli zatrzyma i nie odda rodzinie, pójdzie siedzieć (tak ustalił protagonista z policją stanową). Jeśli odda, straci tylko odznakę za nietrzymanie tajemnicy.

    W końcu szeryf, który podjął tombak (nie wiemy, co z nim zrobił), zostaje oddany pod sąd za "niewykrycie sprawcy" mordu, mimo że dowody na sprawstwo zięcia są jednoznaczne. W ostatniej scenie rzekomo zabity nagle "zmartwychwstaje" i stawia się w sądzie, stając się obrońcą szeryfa, który - poza utratą odznaki - unika kicia.

    Stare, dobre, amerykańskie kino. Plus świetna psychologia. Wielopłaszczyznowość. I świetna gra aktorska.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031